Mgr teologii (UO), mgr filologii germańskiej (UO)., święcenia: 25.06.2017 r. w Białej, parafia Wniebowzięcia N.M.P. w Białej, e-mail: maro20081990@gmail.com.

 

LEPIEJ SIĘ UCIEKAĆ DO PANA, NIŻ POKŁADAĆ UFNOŚĆ W CZŁOWIEKU (PS 118,8)

 Moje zainteresowanie diakonatem stałym rozpoczęło się stosunkowo niedawno, w 2013 r., kiedy byłem studentem II roku teologii. W tym samym czasie kończyłem studia magisterskie na germanistyce. Od bardzo dawna myślałem, żeby pójść drogą powołania do prezbiteratu, ale postanowiłem dać sobie czas i po maturze rozpocząłem studia germanistyczne. Po licencjacie chciałem wstąpić do seminarium, ale za namową proboszcza, o. Franciszka Bieńka MI, rozpocząłem studiowanie teologii katechetyczno-pastoralnej oraz studia magisterskie z germanistyki, z tym zamiarem, aby po dwóch latach przejść na specjalność kapłańską. Jednak im dłużej studiowałem teologię, tym bardziej byłem pewny, że nie prezbiterat jest moim powołaniem; mimo to chciałem bardziej zaangażować się w Kościele. Wtedy usłyszałem o diakonacie stałym i o tym, że św. Franciszek z Asyżu, święty bardzo bliski mojemu sercu, któremu zawdzięczam moją wewnętrzną przemianę, też był tylko albo aż diakonem. Było to dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Ta myśl nurtowała mnie coraz bardziej, powracała coraz częściej i kiełkowała aż do momentu, gdy poszedłem do proboszcza z pytaniem i prośbą: z pytaniem, czy widzi potrzebę posługi diakona w naszej zakonnej, kamiliańskiej, parafii, i z prośbą, aby porozmawiał o tej sprawie z biskupem, czy wyrazi on zgodę na moją formację, bo chciałbym zostać diakonem jako celibatariusz. Proboszcz bardzo się ucieszył, jednak minął prawie rok, zanim rozmawiał z biskupem na ten temat. Ale ostatecznie zostałem zaproszony na rozmowę. Biskup pytał mnie o moje motywacje do przyjęcia diakonatu jako celibatariusz. Nie ukrywał przy tym, że wolałby wkładać na mnie ręce jako na męża jednej żony, przy czym zgodził się na formację w tym kierunku, pozostawiając mi wybór.

Rozpoczęte studium z miesiąca na miesiąc przekonywało mnie, że znalazłem się we właściwym miejscu. Bywały jeszcze momenty rozterek, jednak dzięki nim uświadomiłem sobie, że czasami zbyt mocno patrzyłem na to, co mogę stracić, a nie na to, co mogę zyskać. To był moment przełomowy. Studium do diakonatu stałego kontynuowałem wraz ze studiami teologicznymi i pisaniem dwóch prac magisterskich (z teologii i pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej) oraz doktoratu z językoznawstwa. Dlatego w niektórych momentach pracy było dużo, czasami nawet za dużo. Zwłaszcza w okresie kończącym formację i bezpośrednim przygotowaniu do święceń. Z pomocą łaski Bożej wszystko się jednak udało. Niezwykle pięknym i cennym czasem był dla mnie tydzień rekolekcji lectio divina w zupełnej ciszy. W przepięknym otoczeniu pławniowickiego pałacu rozważaliśmy wraz z alumnami WMSD w Opolu, także przygotowującymi się do przyjęcia diakonatu, a prywatnie moimi kolegami ze studiów, drogę ucznia wg Ewangelii św. Marka. Wierzę, że to nie był przypadek. Jadąc na rekolekcje do końca nie wiedziałem, jak będą wyglądały, dlatego na taką formę nie byłem wcale przygotowany, spodziewałem się raczej szeregu konferencji o rzeczach mniej lub bardziej wiadomych, mniej lub bardziej ciekawych. A tu niespodzianka; mam jednak poczucie, że dobrze wykorzystałem ten czas, a Pan Bóg po raz kolejny mnie zaskoczył bogactwem swojego słowa.

Święcenie odbyły się w mojej rodzinnej parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Białej. Wraz ze mną ks. bp Andrzej Czaja wyświęcił mojego kursowego kolegę, br. Damiana Lenckowskiego ze zgromadzenia Apostołów Nadziei, który już od 9 lat posługuje w Nigerii. On także przyjął święcenia jako celibatariusz, ale już po złożonych ślubach czystości. W uroczystości, oprócz proboszczów, prezbiterów z dekanatu i diecezji, księży profesorów, wzięli także udział diakoni stali z diecezji opolskiej i gliwickiej oraz moi koledzy diakoni z seminarium (łącznie w uroczystości wzięło udział ponad 20 diakonów), rodzice i najbliżsi. Święcenia odbyły się 25 czerwca 2017 r.

Bardzo często, jeszcze w ramach formacji, spotykałem się z pytaniem o to, dlaczego, skoro nie chcę zostać prezbiterem, decyduję się na celibat, oraz dlaczego chcę być tylko diakonem. W swojej rodzinnej parafii oraz dekanacie posługuję już kilka lat i to na wiele sposobów. Widzę też, że w tym czasie częściej byłem dla wspólnoty niż dla rodziny, z którą do tej pory mieszkam. Nie chciałem, żeby tak było w przypadku rodziny, którą miałbym założyć. Kilka razy próbowałem budować bliższe relacje z dziewczyną, ale za każdym razem prędzej czy później to się kończyło, nie udawało się stworzyć trwałego związku. To było dla mnie pewnym sygnałem. Zawsze marzyłem o rodzinie, dzieciach, bliskości drugiej osoby. Ale nic na siłę. Umacniały mnie słowa Jezusa, że kto dla Niego i dla Królestwa opuści wszystko, otrzyma stokroć więcej. A dlaczego nie prezbiterat? Trudno mi samemu powiedzieć. Tak czuję. Być może jest to tajemnica powołania. Jestem osobą, która lubi zaskakiwać i łamać, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, schematy,  aby w taki sposób pobudzać siebie i innych ludzi do refleksji i działania. Diakonat stały w formie celibatu jest na pewno takim prowokowaniem do myślenia. Ponadto jako człowiek bezżenny, nawet żyjąc w świecie, mogę troszczyć się o sprawy Pana, nie tracąc jednocześnie z oczu drugiego człowieka. To pomaga mi zachować normalność i realizować zadanie głoszenia słowa Bożego, wychodząc na obrzeża, opłotki, o co ciągle apeluje papież Franciszek. Wszystkim duchownym może w mniejszym bądź większym stopniu grozić oderwanie od rzeczywistości. Myślę, że diakonowi jest w tym wypadku łatwiej, bo częściej musi się mierzyć z problemami codzienności. Jako duchowy syn św. Franciszka (należę do Franciszkańskiego Zakonu Świeckich) bardzo cenię sobie normalność, autentyczność, prostotę i pokorę (o którą mimo wszystko jest mi najtrudniej). Diakonat jest tą formą życia, która pozwala mi zachować równowagę: nie wywyższać się, podejmując ważne zadania, będąc duchownym żyć problemami zwykłych ludzi, nie udawać kogoś lepszego, pamiętać o swojej zależności od innych, umiejętnie organizować czas, aby nie zabrakło go na liturgię, modlitwę, pracę, spotkanie z rodziną i bliskimi oraz na wypoczynek. W tym wszystkim pomaga mi Bóg, moi patronowie oraz ludzie, którzy mnie otaczają. Cieszę się, że mnie akceptują, że pomagają mi wzrastać i proszą o pomoc we wzrastaniu. Bo dzięki nim, mimo tego iż swoją posługę wykonuję dopiero od kilku miesięcy, nie siedzę z założonymi rękami, nie czekam, aż coś zacznie się dziać, ale mogę dawać najcenniejsze, co otrzymałem: samego Boga jako Jego sługa i szafarz Jego tajemnic.

(Tekst opublikowany w czasopiśmie DIAKON nr nr 14-15/2017-2018)